Kolejny podnoszący się ze snu dzień, 6:00 rano, za oknem pędzącego pociągu wschód słońca, pachnąca kawa, bułka z jajkiem i sałatą z katowickiego dworca. Dawno wschód słońca nie wydawał mi się taki piękny, jak dzisiejszego ranka, tonę w jego okazałości…
W uszach słuchawki, Shata QS pomaga zanurzyć się w sobie. Muzyka jest moim lekiem, lekiem na całe zło, na każdy nastrój, każdą okoliczność w jakiej bym nie była. Podróż do mojego rodzinnego miasta. Przede mną jeszcze kilka godzin długiej drogi. Wykorzystuję ten czas bardzo okazale, będąc bliżej siebie i zanurzając w pisaniu. Wracam do miejsca w którym przez część mojego życia nie potrafiłam nazwać słowami tego kim rzeczywiście jestem.
Ponad półtora roku za pasem, po największej zmianie mego życia…każdy dzień jest wartościowszy od poprzedniego. Niedługo jesień i kolejna zbliżającą się zima. Wszystkie 4 pory roku przerobione, skrupulatnie, każda z najczulszą wrażliwością. Często myślę o wiośnie, widok budzącego się w przyrodzie życia ładuje moje baterie znacząco mocno, jednakże zima jest tą porą roku, której ciągle najmocniej wyczekuję z utęsknieniem. Ktoś by zapytał, a lato a jesień ? Hej koleżanko coś pominęłaś ! Lato jest cudne gdy po upalnym dniu i ciepłym deszczu parują góry. Jesień napawa mnie nutą melancholii i refleksji nad własnym rozwojem. Mówią że właśnie wtedy góry są najpiękniejsze w roku. Przyroda zmęczona żarem z nieba i ziemi, układa się do zimowego snu, by odpocząć i na kilka miesięcy przytulnie zasnąć. Rzeczywiście ta ogromna paleta barw potrafi zrobić kolosalne wrażenie, niestety nie potrafię skupić się nad ich celebrowaniem, moje serce już wtedy jest na etapie wyczekiwana zimy i pruszącego z nieba śniegu.
„Moje ukochane góry wszystko w Was jest tu cudne, wszystko w Was celebruje godzinami, każdy widok, każde westchnienie, każdą myśl, mądrą i głupią. Wszystko jest warte zatrzymania się w sobie na moment, każda sekunda, reszta to tylko trud życia codziennego…”
Dzwoni telefon, obok młody chłopak, pewnie ukradkiem chcący czy nie podsłucha moją rozmowę. Odbieram, serce moje raduje się niezmiernie. W słuchawce głos mojej najserdeczniejszej BFF ( taki skrót myślowy mojego dziecka, dla wtajemniczonych ). Z radością i wytęsknieniem wyczekuje mojego przybycia. Jeszcze tylko klika godzin Agniesia, rzucam słowo do słuchawki.
Wielka refleksja pojawia się w mojej głowie, gdy myślę o całokształcie ostatniego mojego jestestwa. Życia zmieniającego się nadal diametralnie. Góry stały się moją wyrocznią, drogowskazem w przezwyciężaniu siebie, w unicestwianiu moich leków i obaw. Każda wyprawa na szlak jest walką i wyzwaniem, bez względu na porę roku, moją kondycję fizyczną czy psychiczną. Każdy kryzys podczas zmęczenia jest bodźcem do dalszego działania. Regularnie staram się odbywać moje górskie tułaczki, choć z organizacją czasu bywa różnie. Beskidy w pewnej części schodzone, chociaż tak dużo tu jeszcze przede mną. I Tatry na wyciągnięcie ręki. Słowacka granica i już widzę te wystrzelone ku niebu szczyty. Wszystko podane jak na tacy, tylko chęć, wytrwałość, szacunek do gór i zimna głowa w każdej sytuacji.
„Nasza głowa jest przepustką do ukochania samego siebie, do wiary w swoje możliwości, do wolności w swojej własnej przestrzeni życiowej, do rozwinięcia skrzydeł i lotu przez krainę spełniania marzeń…”
