
„Gdybym mogła cofnąć się wstecz o jakieś 10 lat wstecz i znów stanąć w tym samym miejscu, pomyślałabym – szkoda że nie odkryłam tej wolności wcześniej. Ale gdybym zajrzała jeszcze głębiej i cofnęła się o kolejne 5 wiosen, wpatrzona w tatrzańskie szczyty, powiedziałabym z uśmiechem do siebie – wiedziałam że jeszcze kiedyś tu wrócę. I chociaż każda z tych historii jest całkowicie różna od siebie, to jednak jeden jej przyświecał cel, wrócić w te zakątki i odnaleźć w nich miejsce dla siebie…”
.
Dosyć ciekawie i intrygująco wspominam ten czas. Ja zakochana 19 latka, szukająca niezależności i dorosłego życia. To był naprawdę fascynujący okres szkolnych lat bo, byliśmy jedyną parą na roku. Niby tylko 12 m-cy ale teraz myślę że z perspektywy czasu miał mi on dużo do przekazania. Tak to były moje pierwsze w życiu prawdziwe wakacje, za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze. Zakopane, 10 dni w górach, miliony uniesień, tylko on i ja i słowa mojego wujka który, od lat chadzał z ciotką po szlakach i powiadał – jak ujrzysz je po raz pierwszy to albo je pokochasz albo znienawidzisz !
Tego pierwszego ich widoku nie zapomnę chyba do końca swojego życia :
„…w kompozycji grających świerszczy i otaczających mnie motyli, otulona przepięknymi szczytami gór i taflą roztańczonych traw, nie dopuszczałam wtedy do siebie żadnej innej myśli, niż ta że jestem w najcudowniejszym miejscu na ziemi…”
I w tym wszystkim my młodzi zakochani. W końcu sami, bez ograniczeń na drugim końcu Polski, czego chcieć więcej ! Pierwszą dobę wspominam cudownie, do momentu kiedy, po raz pierwszy weszliśmy na 20 km szlak przy 35°C upale. Szłam, płakałam, klęłam i mówiłam sobie, nigdy więcej. I po tym ciężkim i burzliwym dniu, nastał kolejny nowy poranek a w nim mój przecudowny rycerz, budzący się przy mnie rano, prze szczęśliwy że, to jedyna okazja iż poranki są nasze i ja budząca się obok, po wyczerpującym wcześniejszym dniu, obcałowywana i z milionem przepięknych słów do ucha, jednakże najwyraźniej usłyszałam tylko jedno – dźwięk muczących krów, kur i śpiew piejącego koguta.
Nie, nie chciałam tu przytoczyć scenki erotycznej z „50 Twarzy Greya”, tylko skwaszoną co dnia minę mojego byłego partnera który najwidoczniej miał ku mnie tu inne zamiary. Od tego momentu nie było już romantycznych chwil tylko zmęczenie i zazdrość mojego rycerza za moją rozkwitającą miłość do rozciągających się dookoła pasm górskich.
Chyba wtedy uczyłam się tego uczucia, szłam i ryczałam, w deszczu czy upale, do góry czy w dół, w adidasach ze szmaty, technicznie nieprzygotowana, kończąc na zwichniętej kostce i wielkim bólu. Szłam, wyłam w myślach prosząc samą siebie by jak najszybciej zawrócić a jednocześnie szeptałam sobie w sercu – panie Boże jak Ty stworzyłeś takie cuda natury !!! Byłam wtedy kompletnie nieświadoma, nie przygotowana ani fizycznie, ani mentalnie, w zasadzie o turystyce górskiej i trekkingu nie wiedziałam nic. Konfrontacja z nią była dla mnie niezwykle trudna ponieważ, nigdy wcześniej nie uprawiałam żadnych sportów i kompletnie nie wiedziałam co to jest wysiłek. W obliczu tych wszystkich nowych i trudnych dla mnie doznań, rosła we mnie jednocześnie siła i energia by dalej i wyżej wędrować. Tam właśnie rozpoczął się po raz pierwszy mój zaczątek przezwyciężania siebie.
Żadnego pożegnania urlopu nie pamiętam jak tego gdy, w oknach pędzącego pociągu zanikały moje ukochane szczyty. Miesiąc po tych wakacjach, po rocznym związku rozstaliśmy się oboje. Myślę że to właśnie góry pokazały mi że to jeszcze nie jest to uczycie i że to nie właściwy człowiek, na nie odpowiednim miejscu. Wujek miał niesamowitą rację – z rozpaczy i przemęczenia pokochałam je na całe życie. Dziś z perspektywy czasu mogę rzec śmiało – ta magia naprawdę działa ! a góry są moją terapią na całe zło, myślę że zawsze nią były tylko nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy.

Spróbujmy zatrzymać się choć na chwilę, we własnym sercu, we własnych wspomnieniach, w miejscach, w chwilach dla nas ważnych. Czasem okazuję się że, pewne zdarzenia miały decydujące znaczenie na podejmowane przez nas wybory kiedy, nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. W każdej sekundzie naszego życia kształtuje się nasza osobowość, kiedy walczymy sami ze sobą, kiedy się poddajemy, kiedy nie mamy już sił zmagać się ze swoją bezradnością. Podejmujemy różne decyzje które, często są wynikiem naszych wcześniejszych wewnętrznych przeżyć. I nie chodzi tu tylko o pasję którą, ludzie czasami odkrywają na swojej drodze. Może pasją będzie dla Ciebie nurkowanie, wędkarstwo czy nawet haftowanie, nieważne !!! Jakkolwiek byś to nazwał, liczy się świadomość dlaczego właśnie to robisz ! Gdybym nie zdawała sobie z tego sprawy nie czytałbyś teraz tego bloga…
Ile odnaleźliście siebie w tym co kochacie? Ile prawdy dowiedzieliście się sami o osobie? Ile słabości Was doświadczyło i ile walki by powiedzieć samemu przed sobą ? Pozwolę Wam dokończyć, każdemu w swojej duszy, każdemu w różnoraki sposób, każdemu z osobna…Niech każdy sam sobie odpowie, dlaczego jest właśnie w takim a nie innym miejscu ? Dlaczego nie potrafił wyjść ze swojej strefy komfortu, po mimo wielu pragnień ? Czego się obawiał i bał by zmienić swoje życie…?
Macie odwagę się tym podzielić ? zapraszam do komentarzy na blogu.



Czcigodna koleżanko, góry są jak narkotyk. Niebezpieczne, ale ktoraz połknął bakcyla – ten nigdy nie odpuści.
Ja nigdy nie odpuszczam ☺