
Ludzie, najwyższy intyligencją gatunek stanowienia prawa. Istoty myślące, czujące, przewidujące każdy ruch drugiego człowieka…
Zaskakujące ! z jaką łatwością odczytują poprzez nasza mimikę i zachowania drzemiące w nas emocje, po czym skrupulatnie dobierają nam się do gardeł, by zabrać to co nas uszczęśliwia a razi ich w oczy. Rozżaleni, poirytowani, nostalgiczni, przesiąknięci komsumpcjonizmem, rywalizacją i wiecznym niedosytem dób przyziemnych…
Jestem jedną z tych nielicznych istot która powiedziała stanowcze „nie” dla tego dysfunkcyjnego środowiska i destrukcyjnych relacji międzyludzkich i muszę szczerze przyznać że wyszło mi to nawet całkiem na dobre. Wreszcie poznałam siebie taką, której nigdy nie znałam i poczułam taką, jaką powinnam czuć. Nie bez powodu podejmuję w artykule taki specyficzny temat. Ma on związek z moją przeszłością, którą zostawiłam gdzieś za sobą w tyle a przyszłością która ciągle mnie zaskakuje i płata różne nieprzewidywalne figle.
Jestem jedną z tych osób, które zawsze mają ze wszystkim pod górę, a nigdy odwrotnie w dół. Jakoś życie nie szczędziło mi wielu bolesnych zdarzeń i krzywdzących po drodze ludzi. Nigdy mnie nie rozpieszczało zanadto.

Bo jak to tak naprawdę jest z tymi ludźmi ? Pragniemy w duszy otaczać się tymi najszczerszymi, najbardziej uczynnymi a osaczają nas Ci toksyczni i złudnie dobrodziejni. Tyle już przerobionych scenariuszy, zaistniałych zdarzeń, tyle przepracowanych błędów swoich i czyiś w najbanalniejszych relacjach, a nadal stoimy na granicy rozsypania naszej nadziei w wiarę w dobrych i troskliwych jeszcze ludzi…
Czy warto stawiać granicę ? Czy nasz wiecznie niezaspokojony głód posiadania wokół oddanych relacjom osób, można zaspokoić własnym stworzonym przez siebie samego światem, w którym czujemy się dobrze bez innych i komfortowo ? Bez przyzwolenia na sprawianie Ci bólu ? Czy można ocalić Twoją poranioną osobowość by ochronić ją od tego destrukcyjnego realizmu świata ? Jak wielu z Was żyje obok siebie, po prostu tak zwyczajnie obok. Nie zauważa swoich prawdziwych potrzeb, a stanowi w swojej głowie jedynie potrzeby innych, by dotrzymać tempa, by być na topie i nie zostać w tyle, by poczuć siebie poprzez zakres konsumpcjonizmu i ciągłego dorównywania i porównywania się z najbliższymi, mierzenia siebie nie swoją miarą. Przykre, ale tak wygląda współczesne życie. Gonimy za wszystkim, ale nie za samym sobą, tym czego potrzebujemy i co jest dla nas ważne.

Nie na widzę galerii ! Wysysają ze mnie życie, ostatni mój wdech świeżego skąpanego w słońcu powietrza. Miliony wystaw i reklam nakierowują podświadomie by wydawać pieniądze. Penetrują moją psychikę, by w pociechę za chwilowe złudne szczęście, pozostawić mi niedosyt, chaos i totalną pustkę w głowie. Ile razy zastanawiałeś się jaki produkt kupić, chociaż jeden od drugiego różnił się tylko opakowaniem, albo w ogóle go nie potrzebowałeś. Ile razy zakupiłeś jakąś rzecz, z niedosytem w głowie, że nie wiesz czy postąpiłeś dobrze, słusznie i racjonalnie. Gdzie były wtedy myśli do końca Twojego dnia? Zżerały Cię od środka. Konsumpcjonizm spenetrował Ci Twój wcześniejszy emocjonalny spokój który w sobie posiadałeś zanim przeniosłeś się w te miejsce.

Tak wiem że to teraz inne czasy, taka moda, że inni ludzie, że to miejsce kultu młodzieży i nastoletniego buntu. Córka co róż mi tą kwestię podkreśla. Przykre że granica między realnością siebie samego a wizerunkiem jaki kreuję w nas i naszych dzieciach polityka marketingowa, tak bardzo się zaciera, a wręcz przestaje istnieć. Stajemy się narzędziem do zarabiania na szeroko pojętej reklamie, ba a wręcz produktem w świecie nieograniczonego handlu.
Nauczyłam się warzyć te ,, handlowe dobra,, ponieważ po przepracowaniu kilkunastu lat w branży sprzedażowej przekonałam się iż w całej tej kolebce chodzi tylko o pieniądze. Uwierzcie mi że dobro klienta jest pojęciem względnym od strony sprzedażowego zaplecza. Wszyscy jesteśmy produktem na półce, a nasze totalnie nieuzasadnione potrzeby są nakierowane marketingiem i reklamą, która aplikowana jest nam pod każdą postacią i w ogromnej dawce. Czy to w realu czy gdy jesteśmy on line. Wszędzie jesteśmy śledzeni, jak w scenariusza Matrixa, każde nasze posunięcie są w stanie przewidzieć uzależniając nas os siebie…Omijam takie miejsca szerokim łukiem.

A gdzie się podziała nasza uważność w dobieraniu odpowiednich osób wokół siebie ? Wiecznie bieganie za wszystkimi, udowadnianie, przypodobanie, spełnianie nie swoich potrzeb, postawiło pewnego dnia fundamentalną granicę, gdy szala rozgoryczenia się wreszcie przelała.
Tak powiem otwarcie! Segreguję wokół siebie ludzi, by nie dać się już więcej ranić i wykorzystywać. Szufladkuję tych najcenniejszych a destrukcyjnych i toksycznych wyrzucam z szafy. Ciężko dojść do takiego etapu kiedy zdajesz sobie w końcu sprawę, że jeśli powiesz te wielkie „NIE” i zajmiesz się tylko sobą, to prawdopodobnie stracisz wszystkich. I tak też się stało, odeszli prawie wszyscy, z małymi wyjątkami, i ku mojemu dziwieniu zostali tylko Ci którzy zawsze byli przeze mnie nie docenieni. Ale jest też druga dobra strona tej nieszczęsnej historii. Ci nowi byli już totalnie przeze mnie intuicyjnie dobrani a nowi toksyczni nie mieli szans by się do mnie zbliżyć.
Mało nas w sobie Kochani ! Za bardzo naśladujemy innych. Stanowimy prawo o decydowaniu samym sobą, a tak wiele rzeczy robimy wbrew tego co czujemy, dając się manipulować, czy to przez najbliższą rodzinę, przyjaciół czy media. My istoty intyligentne, intuicyjne, zatracamy własną uważność, esencjonalizm i spokój ducha w pogoni za szeroko pojętą konsumpcją dóbr. Po co ? W jakim celu zmierzamy skoro zatracamy siebie ? Nie widzimy swoich potrzeb i dajemy się ludziom ranić.

Pamiętam te stare komunistyczne rynki miejskie. W sobotę rano zamiast widoku banera lub reklamy na bilbordzie, sprzedawca ze straganu krzyczał „najlepsze jabłka prosto z przydomowego sadu „ lub „najświeższe rurki z kremem i murzynki na świecie„. Sąsiadka pytała na ulicy, ” jak długo Pani szyła tą spódnice” a babcia po nocach na drutach robiła wełniane swetry, skarpety i czapki, bo w sklepach nic nie było dostępne. Ludzie tacy jacyś uczynni byli bardziej dla siebie. Zazdrość chowała się pod ladę, bo półki wszędzie świeciły pustkami. Więcej ludzkich uczuć można było zobaczyć w drugim człowieku, człowieku, który jest teraz poprzez tą gonitwę, wrakiem samego siebie

26 miesiąc mojego samostanowienia o sobie. Mojego intuicyjnego kierowania własny życiem i posługiwania się uważnością. Esencjonalizm stał się moim odwiecznym przyjacielem i kompasem życia...
Zatrzymajcie się na chwilę. Stańcie obok siebie. Przyjrzyjcie się Waszym otaczających Was ludziom. Analizujcie relacje, dokonujcie wybór i selekcji. Walczcie o samostanowienie o sobie i swoich prawach…
I najważniejsze, NIE DAJCIE SIĘ !!! żadnym ludziom, mediom, korporacjom, nikomu!
Ty jesteś Ty, i sam o tym stanowisz !
